Najnowsze wpisy


Początek
16 sierpnia 2021, 08:02

Wszystko zaczęło się trzy tygodnie temu.

To trochę kłamstwo, bo wszystko zaczęło się dużo wcześniej - wiadomo, pszczółki i kwiatki. Ale przede wszystkim mojego dziecka nie byłoby, gdyby nie ja i mój mąż. Znamy się już ładnych kilka lat, pracujemy dobrze jako zgrany team, a w naszym wspólnym życiu miłości nie brakuje.

Mimo to macierzyństwo mnie zaskoczyło, dziecko mnie zaskoczyło, połóg mnie zaskoczył i własne emocje z tym związane również. Nie zrozumcie mnie źle, moje dziecko nie było zaskoczeniem - w pełni chciane, zaplanowane i przyjęte na świat po zapoznaniu się z całą półką lektur "na temat". Być może do tego po prostu nie można się przygotować, nie wiem - my próbowaliśmy, jednak poczucie odpowiedzialności, które przyszło wraz z falą miłości, gdy położono córkę na mojej piersi po raz pierwszy jest bardzo przytłaczające. I NIKT nie ostrzega, że noworodki charczą pół nocy. Możecie się śmiać, ale gdy leży się po ciemku w sypialni z nowonarodzonym potomkiem, który wydaje dźwięki godne Dartha Vadera, wyobraźnia pracuje i wydaje Ci się, że każde z tych stęknięć to rozpaczliwa walka o ostatni oddech!

Pociesza mnie fakt, że to już trzy tygodnie, a codziennie rano cała nasza rodzina budzi się w takim samym składzie, w jakim kładła się poprzedniego wieczoru. Nie zliczę jednak, ile razy w przeciągu minionych tygodni włączałam w środku nocy lampkę nad łóżkiem, aby "zobaczyć, jak bombelek słodko śpi" - bullshit, sprawdzałam, czy rytmiczne ruchy klatki piersiowe nadal mają miejsce. Dowiedziałam się ostatnio od znajomej, że wielokrotnie zdarzyło jej się w celu uspokojenia siebie i swoich lęków obudzić dziecko, aby się chociaż poruszyło - trzymam się więc dumnie myśli, że ja nadal mam jeszcze ten krok w zanadrzu i daję latorośli spać w spokoju (z notorycznie gaszonym i zapalanym światłem nad głową).

Nie wiem, co będzie dalej. Może to brzmi głupio, bo przecież tak naprawdę nikt nigdy nie wie, ale z uporem maniaka będę twierdzić, że teraz nie wiem jeszcze bardziej. Obawiam się, że nie mam wyjścia i będę musiała nauczyć się z tym żyć. Nie rozumiałam, co miała na myśli moja mama mówiąc, że zaraz po porodzie, gdy uświadomiła sobie, że nie ma mnie już w środku - przytłoczyła ją myśl o tym, że już teraz zawsze będzie się zastanawiać, gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Teraz doskonale wiem, co miała na myśli.

Może w celu oswojenia swoich kłębiących się w głowie myśli wyleję część z nich tutaj na blogu. Czy to pomoże? Wątpię, ale ja po prostu lubię pisać.

Dobranoc.